Za nami pierwsza tak długa podróż samochodem w czwórkę. Nie, nie mam drugiego dziecka. Chociaż w zasadzie traktuję ją jak dziecko, a mowa tutaj o mojej seksi kocicy mrau mrau Dusi. Tydzień przed samym wyjazdem już przeżywałam to wszystko. W głowie planowałam idealny moment wyjazdu tak, aby Lenucha większość czasu przespała i nie męczyła się tak jak my i Monsz kierowiec (o kocie nie wspominając). NIC Z MOICH PLANÓW NIE WYSZŁO. Ktoś kiedyś naopowiadał mi bajek, że tak małe dzieci przesypiają całą drogę. Wiem, że moje dziecko jest wyjątkowe, ale tutaj wcale nie musiało wybijać się na pierwszy plan. A jednak to zrobiło. Przez 6h podróży, spało może łącznie pól godziny. Pomiędzy śpiewaniem, gruchaniem i awanturą, siku, siku i kupą, trzeba pauzami na jedzenie, kiedy to Królowa w polowych warunkach jeść nie będzie... Nie było tragicznie. Chociaż przewijanie w polu nigdy wcześniej mi się nie przydarzyło :D
Młoda przeżywa każde nowe miejsce, nową gębę i nowe ręce, które ją zaczepiają. Najgorzej jest wieczorami, kiedy po zaśnięciu budzi się z przeraźliwym krzykiem, który ciężko wyprzytulać.
A wiecie, co jest najpiękniejsze? To, ze w końcu moje dziecko zaczyna rozróżniać rodziców od innych członków rodziny i to przy nich czuje się najbezpieczniej, a te maślane oczka wlepione w mamusię to najcudowniejsze uczucie na świecie!
• myslovitz - chciałbym umrzeć z miłości.
• myslovitz - chciałbym umrzeć z miłości.



