Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kilogramowa walka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kilogramowa walka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 sierpnia 2017

Small steps every day

Od dawna podziwiałam wszystkich ludzi, którzy dietą walczyli ze swoimi nadprogramowymi kilogramami. Należę do tego typu człowieka, który za Chiny Ludowe nie potrafi znaleźć w sobie pozytywnych cech, a każdy dodatkowy kilogram budzi we mnie ogromną rozpacz. Wiem, zapuściłam się i wiem, że jestem temu wszystkiemu współwinna.


W ciąży przytyłam 20kg, to nie wzorcowe 11-13. To dwadzieścia wielkich, tłustych kilogramów. Szczerze mówiąc nie wiem skąd to się wzięło. Podejrzewam, że brak ruchu był głównym składnikiem tego wszystkiego, jednakże... Każda kobieta, która była w ciąży dobrze wie, jak wyglądają ostatnie tygodnie, a ja przez 8-my i 9-ty miesiąc ciąży przytyłam 9/20 kg. Po porodzie od razu spadło mi 7, później zeszło jeszcze kilka i na liczniku nadal miałam +7kg. Niby nie ma tragedii, ale czułam się jak w ''Uwolnić orkę''. Pierwsze dwa miesiące po porodzie, mnóstwo stresu, nauki opieki nad dzieckiem, strasznie nieregularne posiłki i burza hormonalna... To wszystko zatrzymało wagę na takim, a nie innym poziomie. Nie było czasu na jedzenie, picie, a organizm chyba przełączył się na tryb "spalaj jak najmniej, bo i tak nic więcej nie dostaniesz''.


Od dwóch tygodni ''staram się'' cokolwiek z tym robić. "Staram się" jeść co 3 godziny małe posiłki, wypijam 2 litry płynów dziennie, ograniczyłam słodycze do minimum (słodzę tylko kawę, bo innej nie tknę, a od czasu do czasu pozwolę sobie na żelka, na szczęście Monsz wynosi je po tajniacku do pracy). Chcę zrzucić 10 kg, w przyszłości. Nie teraz, w ogóle. Chcę wrócić do swojej wagi + trochę ją odpicować. Największy problem mam z ćwiczeniami. Przy dziecku to bardzo trudne, z dzieckiem - jeszcze trudniejsze. Mój dzieć należy do tych, które ''mamo, możesz robić wszystko, tylko nie odchodź na 10 cm, patrz na mnie i mów, a najlepiej karm i trzymaj grzechotkę jednocześnie''. Czekam na te piękne chwile, kiedy będzie potrafiła w dzień przespać przynajmniej 20 minut w ciągu, a ja nie będę martwym kurczaczkiem niepotrafiącym podnieść się z kanapy. Długa droga przede mną. I tak wydaje mi się, że cel osiągnę dopiero, kiedy wrócę do pracy na pełnych obrotach... Przynajmniej teraz nawodnię organizm, a bez słodyczy... naprawdę da się żyć :)



Zapraszam na instagram, tam jest nas teraz najwięcej :)

• thirty seconds to mars - walk on water.